Odpoczynek na kempingu. Dzień 19. Relacja – Bałkany 2016

Camping Erlin – Jezioro Ochrydzkie – Lin – Pogradec – Camping Erlin (~60 km)

Camping Erlin, Albania
Camping Erlin był przeznaczony głównie dla Niemców. Ciekawostką była toaleta w klimacie azjatyckim. W barze serwowali głownie niemieckie piwo po cenach jak z luksusowych, warszawskich klubów. Jakieś 15-20 zł za butelkę. Grill bar też miał nie wiele wspólnego z Albańskim klimatem zatem na śniadanie wybraliśmy się do pobliskiego miasteczka.
Pilaf w barze dla lokalsów. Podgradec, Albania
Na śniadanie udaliśmy się do pobliskiego miasteczka Podgradec. Udało się nam znaleźć coś na kształt baru mlecznego, w którym nie mieli cennika turystycznego. Zjedliśmy pilaf (taki ryż). Bardzo nam smakował i wiedzieliśmy, że jutro rano wrócimy do tej knajpki (40°54’17” N 20°39’8″ E)
Chillin na Campingu Erlin
Nareszcie zasłużony odpoczynek. Odpoczywały motorki, odpoczywaliśmy my. Nasze wątroby ciężko pracowały na albańskim i podłym piwku.
Chillin na albańskim kempingu Erlin, Albania
Naszym głównym zajęciem tego dnia było picie albańskiego piwa i korzystanie z Internetu.
Camping Erlin z góry, Albania
Wieczorem wybraliśmy się na spacer do miasteczka Lin. Znajdowało się ono po drugiej stronie półwyspu nad Jeziorem Ochrydzkim. Tutaj widok na nasz kemping z okolicznej góry.
231-balkany-2016
Już powoli dochodziliśmy do wioski. Spotkaliśmy okoliczną odmianę kóz 😉 Jedna zjadała kondoma. Wbrew pozorom mało spotkaliśmy takich widoków w trakcie naszej podróży.
Widok na Macedońską stronę Jeziora Ochrydzkiego.
Osiągnęliśmy szczyt półwyspu. Widok na Macedońską stronę Jeziora Ochrydzkiego. Drogą w dół dojdziemy do miasteczka Lin.
Osiołek, Lin, Albania
Dochodząc do miasteczka Lin, można było spotkać wiele zwierzątek. Tutaj osiołek.
Kury w Albanii.
Kurczaki biegają? Miło zobaczyć drób jeszcze za życia. Klimat wioski bardzo nam się podobał. Tutaj mniej turystyczna uliczka 😉
Traktor. Bez gwiazdy nie ma jazdy. Lin, Albania
To już centrum miasteczka. Bez gwiazdy nie ma jazdy. Nawet traktorem.
Centrum miasteczka Lin, Albania
Osiołki pracują nawet w niedzielny wieczór. Powoli zbliżamy się do turystycznej części wioski.
Widok na Jezioro Ochrydzkie i restaurację.
W miasteczku panowała zmowa cenowa. Już niestety nie pamiętam ale ryba kosztowała we wszystkich 3-4 restauracjach dokładnie tyle samo. Mieliśmy wrażenie, że zamawiamy w Sopocie w szycie sezonu. Ceny sprawiły, że z ciekawości sprawdziliśmy każdą restaurację w miasteczku. Wszędzie to samo.
Rybak na Jeziorze Orchrydzkim
Widoki piękne, ryba droga. Swoją drogą dobra przebitka. Mała tania łódka, silnik z poprzedniej epoki a cena ryby niczym z nowoczesnego kutra po środku Norwegii 😉 No dobra. Dramatyzuję. Ale nie lubię takiego naciągania.
Jezioro Ochrydzkie, łódka. Albania
Tego wieczoru było pięknie. Widok z przedostatniej restauracji.
Widok z restauracji na Jezioro Ochrydzkie, Lin, Albania
Szybka fotka i zapoznanie z menu. Wszędzie to samo. Poszliśmy do innej, mniej luksusowej restauracji. Tam zjedliśmy sałatkę, dobiliśmy się piwem i okolicznym bimbrem.

Dodaj komentarz